 |
 | |  Św. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe wychowuje do poświęcenia |
|
 |
 Każdy człowiek, nawet ten, który ma dopiero kilka lat może powiedzieć, że przeżył już w swoim życiu smutek, doświadczył przykrości, bólu, zawodu. Cierpienie jest nieodłączne ludzkiemu życiu. Z tego powodu należy się zastanowić co można z nim zrobić? Jak sobie z nim poradzić, gdy mnie spotyka, dotyka ciało, a przede wszystkim ducha?
„Człowiek wzdryga się przed cierpieniem, pragnie go uniknąć – tak jak lękał się męki i śmierci Jezus Chrystus – i ma do tego nie tylko prawo, ale i obowiązek. Cierpienie jednak istnieje na świecie i dotyka nas” (Kraków, Rynek Główny 1991).
Może przy użyciu rozsądku lub dzięki zdobywanemu doświadczeniu zdołamy uniknąć cierpienia w jakiejś mierze, jednak nie wyeliminujemy go zupełnie. Próba jego eliminacji może polegać na spychaniu, odrzucaniu, maskowaniu, uciekaniu od podjęcia trudnych obowiązków. Pozostaje jednak pytanie, jak długo można uciekać i dokąd się ucieknie?
Św. Maksymilian jest przykładem podjęcia się trudnych zadań swoich czasów. Z usuniętym jednym płucem, w gorączce zaczynał wydawać „Rycerza Niepokalanej”. Jego siłą były słowa: „Nic sobie, ale wszystko uznaj jako otrzymane od Niej – Niepokalanej”.
|
|
|
|
|
|
 |
 | |   U Brata Alberta na Czerwonym Prądniku |
|
 |
U Brata Alberta na Czerwonym Prądniku.
W sobotę 11 czerwca bieżącego roku, kilkunastu uczniów z naszego Gimnazjum wraz z panią R. Marszałek wybrało się do grobu św. brata Alberta. W tym dniu Siostry Albertynki pracujące przy kościele „Ecce Homo” zorganizowały spotkanie dla ludzi bezdomnych. To założyciel Zakonu – Adam Chmielowski, czyli brat Albert zapoczątkował pracę i zorganizował pomoc dla najbiedniejszych z biednych oddając im swoją duszę. Brat Albert założył na przełomie XIX i XX w. ok. 20 przytulisk dla ubogich, gdzie zgodnie z zaleceniami miano każdemu ubogiemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież. To właśnie we włóczęgach widział brat Albert sponiewieranego Chrystusa i pragnął otrzeć Jego twarz.
Na wystawie poświęconej świętemu mogliśmy oglądać zdjęcia jego rodziny, przedmioty, które używał brat Albert, a także wiele myśli wypowiedzianych przez niego i spisanych w regule Zakonu braci i sióstr Albertynek. Wrażenie wywarła na nas proteza lewej nogi, którą nosił święty ponieważ w czasie powstania styczniowego stracił nogę najeżdżając na granat.
W kościele „Ecce Homo”, który wziął swą nazwę od obrazu namalowanego przez św. Alberta mogliśmy zobaczyć dzieło świętego artysty. Modliliśmy się razem z bedomnymi i ich opiekunami przy relikwiach brata Alberta, a także bł. Bernardyny Jabłońskiej jednej z pierwszych przełożonych zakonu sióstr Albertynek.
Brat Albert został beatyfikowany 2 czerwca 1983 r. na błoniach krakowskich przez Jana Pawła II, a 12 listopada 1989 r. został ogłoszony świętym. Swoją wycieczkę zakończyliśmy śpiewając wraz z bezdomnymi „Barkę”.
Opracowała Paulina M. z klasy III e
|
|
|
|
|
|
 |
 | |   Aniela Salawa - ŚWIĘTA SŁUŻĄCA |
|
 |

Wygląd Anieli Salawy, służącej z Sieprawia budził pytania u niektórych pań. Dowiadywały się one jakich środków używa, aby mieć taką biało-różową karnację. Aniela odpowiadała: „taka jestem, jaką mnie Pan Bóg pomalował”. To jej wewnętrzne rozpłomienienie ożywiało twarz, lśniło ognikami jej czarnych źrenic, a jej wargi rozpromieniał uśmiech. Czarne włosy były zawsze starannie zaczesane. Dbała o swoją powierzchowność, a jako ładna kobieta wyglądała dobrze w każdym stroju.
28 II 2005 r. przeszliśmy z Panią katachetką R. Marszałek trasę, którą w Krakowie wyznaczają miejsca związane z bł. Anielą Salawą. Najpierw przybyliśmy na ul. Radziwiłłowską 20, gdzie błogosławiona spędziła ostatnie lata swego życia, dotkliwie cierpiąc na raka żołądka i stwardnienie rozsiane. Stamtąd zmierzaliśmy do kościoła OO. Franciszkanów, zatrzymując się po drodze przy kolejnym miejscu pobytu błogosławionej na ul. Mikołajskiej 30.
|
|
|
|
|
|
 |
 | |   Wycieczka do bazyliki Najświętszego Serca Jezusa |
|
 |
W najszybciej wybudowanym kościele w Krakowie przy relikwiach bł. Jana Beyzyma
W sobotę, 20 Listopada 2005 odwiedziliśmy bazylikę Najświętszego Serca Jezusa z najwyższą wieżą kościelną w Krakowie przy ulicy Kopernika w Krakowie. Wzniesienie budowli nastąpiło na początku XX wieku i trwało zaledwie 3 lata. Oczywiście wszystkie prace wzbogacające wystrój kościoła były przeprowadzane jeszcze przez kilkanaście następnych lat.
Powodem zwiedzania tego kościoła było nasze pielgrzymowanie do relikwii błogosławionego Jana Beyzyma. W nawie południowej, przy tylnym filarze kościoła znajduje się sarkofag błogosławionego z małą trumienką mieszczącą kości prawej ręki Apostoła Trędowatych i Samarytanina Madagaskaru. Jan Beyzym nazywany jest tak ze względu na wielkie oddanie się ludziom trędowatym zamieszkującym wyspę Madagaskar. Od trędowatych ludzie zawsze trzymali się z daleka, a ojciec Jan sam pielęgnował okryte ranami ciała trędowatych. Nie są to wysportowane, zadbane, odżywione, pięknie ubrane ciała, jakie znamy z telewizyjnych reklam, ale ciała owrzodzone ropiejącymi guzami i śmierdzące, a twarze z rzadko pojawiającym się uśmiechem. Ojciec Beyzym uczy nas odwagi i niezwykłej miłości potwierdzonej czynami. Ponadto błogosławiony dbał nie tylko o chore ciała trędowatych, ale i o ich dusze. Choć uczył się dopiero ich języka to odprawiał im Mszę św. i udzielał sakramentów św. Zamieszkiwał wśród swoich podopiecznych na stałe.
|
|
|
|
|
|
 |
 | |   Spotkanie ze św. Janem z Kęt w Kolegiacie św. Anny w Krakowie |
|
 |
16 października 2004 (sobota) mieliśmy okazję spotkać się z osobą św. Jana z Kęt. Wybraliśmy się w kilka osób z naszej Szkoły do Kolegiaty św. Anny w Krakowie, gdzie znajduje się grób św. Jana Kantego (nazywany tak od nazwy miejscowości, z której pochodzi). Będąc już w kościele dowiedzieliśmy się, że Jan z Kęt to święty profesor, kapłan, który rozsławił Uniwersytet Jagielloński bogactwem swego serca. Przekazywał Ewangelię na wyższej uczelni dowodząc w ten sposób, że rozum i wiara nie wykluczają się, ale uzupełniają.
|
|
|
|
|
|
 |
 | |   Po Rekolekcjach Wielkopostnych |
|
 |
STALE AKTUALNE
PISZĄ CI, KTÓRYM SIĘ PODOBAŁO
Dzień pierwszy, 8 marca 2004.
„Dziś rozpoczynamy rekolekcje. Pierwsze myśli jakie nasuwają się w drodze do kościoła to „znów jakiś ksiądz będzie przynudzał”. Potem okazało się, że wyjął z kieszeni fistaszka i powiedział, że każdy z nas jest takim fistaszkiem”. Anita II G
”Rekolekcje prowadził „przesympatyczny” franciszkanin, świetnie nawiązywał z nami kontakt. Po śpiewie zaczął przekazywać nam swoją filozofię przyrównując fistaszka do człowieka. Na początku wydawało mi się to dziwne i zabawne, ale patrząc głębiej, można dostrzec iż mamy wiele wspólnego z takim małym pozornie wyglądającym orzeszkiem. Otóż fistaszek, tak jak i my — ludzie, na wierzchu jest okryty skorupą (czasem twardszą, czasem miększą, ale zawsze coś na sobie ma). Dopiero po skruszeniu jej pokazujemy całego siebie. (...) Wydaje mi się, że każdy dziś z kaplicy wyszedł troszkę lepszy i patrzy na drugiego człowieka z innej perspektywy. Ja osobiście jestem zadowolona i mam nadzieję, że jutro będzie też interesująco”. Weronika II F
|
|
|
|
|
|
|